czwartek, 01 grudnia 2011
"Matchmaker, Matchmaker, Plan me no plans!"
Trzy córki trzy córki Tewjego Mleczarza, bohatera "Skrzypka na dachu" śpiewały o matchmaker – swatce. Dwie z nich, Chava i Hodel, dość idealistycznie prosząc, by ten dla nich wypatrzony, był wspaniały, interesujący i miał jakiś poważny zawód. Ponadto „perfect match” miał być dobrze wykształcony, bo to zadowoliłoby ojca i bogaty jak król, bo to z kolei sprawiłoby radość matce. A jeśli chodzi o preferencje Chavy i Hodel to wystarczy, by był przystojny jak mało kto!
“Matchmaker, Matchmaker, Tzeitel – trzecia córka skrzypka – sprowadziła siostry na ziemię. Przytomnie zauważyła, że ponieważ pochodzą z biednej rodziny, wezmą kogokolwiek Yenta (filmowa swatka) im przyprowadzi. Bez posagu, bez pieniędzy, bez dobrych rodzinnych koneksji ich wybór był bardzo mocno ograniczony. Siostry prosto z marzeń o 7 niebie sprowadzone na ziemię inną pieśń już intonują: „Matchmaker, Matchmaker, Po przeczytaniu artykułu “Za 150 zł poderwiemy ci dziewczynę” (http://www.emetro.pl/emetro/1,85648,10717960,Za_150_zl_poderwiemy_ci_dziewczyne.html) dochodzę do wniosku, że mimo upływu czasu wciąż tak niewiele dzieli nas od rzeczywistości w jakiej żyły Chava, Tzeitel i Hodel.
Co prawda współczesna swatka musi być młoda i atrakcyjna. Jedynie ten znaczący szczegół niewątpliwie różni nasze czasy od czasów matchmakerki Yenty. Reszta, czyli kasa, kasa i jeszcze raz kasa, pozostaje bez zmian. Wciąż jej posiadanie jest rzekomym gwarantem poznania kogoś i stworzenia z tą osobą związku. Atrakcyjna swatka zwraca uwagę na faceta, któremu ma kogoś znaleźć, bo „Kobiety pomyślą: skoro jest z taką dziewczyną, to musi coś w sobie mieć. Faceci: pewnie ma kasę.” Cytowany w artykule chłopak mówi tak: „Właśnie o kasę chodzi. Faceci, intuicyjnie startują tylko do dziewcząt, które są w ich zasięgu finansowym. Również kobiety doskonale to wyczuwają m.in. taksując wzrokiem wygląd faceta (fryzurę, ubiór), czym przyjechał. Więc zwykle poznajemy tylko kogoś podobnego do nas, choć marzymy o kimś wyjątkowym.” Dziewczyna, z którą swatka, poznała dziennikarza, powiedziała: „Twoja swatka (…) Jest atrakcyjna i jak tylko weszliście do Resortu, zwróciłam na was uwagę. To podniosło twoją wartość w moich oczach. Zwykle nie daję numeru obcym kolesiom, bo większości chodzi o jedno. Biznes ze swatkami może odnieść sukces.” Jak widać marzenia marzeniami, a rzeczywistość rzeczywistością. Zasięg finansowy zastąpił posag, modna fryzura i bogaty ubiór świadczą o statusie materialnym, a dobry samochód może być współczesnym odpowiednikiem urodzenia w rodzinie z pożądanymi koneksjami. “Did you think you'd get a prince? Be glad you got a man!”
czwartek, 24 listopada 2011
Trudno być singielką
Tekst nadesłały do nas Anonimowe Autorki. Akcja toczy się w naszym pięknym mieście W. W pięknym mieście W. jest jak w piosence - and „some day love will find me”. Okazuje się, że some day nadchodzi prędzej, niż się można było spodziewać. Nie trzeba się nawet szczególnie wysilać. Wszystko zdarzyło się w ciągu jednego weekendu. 1. Poznany przy okazji. Przysiadł się, nie chciał ukraść torebek (tak zadeklarował na wstępie), przedstawił się i zaczął rozmawiać. Nic wielkiego. Przyleciał z New Yorku. Zapytał, co ciekawego jest w mieście W. Rozwiewał mity o mieszkańcach USA, ucieszył się, że w Polsce ludzie oglądają CSI... A w NY koniecznie trzeba zobaczyć Central Park i dużo innych miejsc godnych zobaczenia. Zostawił wizytówkę. Napisał maila. 2. Zbyt przyjacielski, narzucający się, z Holandii. Głupio się uśmiechał i chyba to skreśliło go od razu. 3. Wraz z Miss Model wybrałyśmy się na wędrówkę po krętych uliczkach starego miasta. W którymś momencie przeszedł obok nas człowiek, z pozoru niegroźny i tylko przechodzący. Powiedział „dzień dobry” i zniknął w pobliskim budynku. Ok, ludzka rzecz, „dzień dobry” można powiedzieć, nic bardzo dziwnego... Po chwili jednak z budynku wyszedł i ruszył w naszą stronę. Chciałyśmy uciec, nie udało się. - Jak chcecie, mogę wam zrobić razem zdjęcie – zaproponował. Od razu zaznaczam, że polską mową posługiwał się po zachodnio-zagranicznemu. Musiałabym alfabetem fonetycznym pisać, a nigdy nie byłam w tym dobra. Czytelnik wyobrazi sobie zatem Polaka, który mieszka w JuEsEj już dwa tygodnie. O ten efekt właśnie chodzi... - Dziękujemy – podziękowałyśmy. - Nie trzeba. Zmienił więc strategię, zapytał, czy znamy jakieś miejsce dobre pod względem gastronomicznym. Miss Model, jako stała mieszkanka miasta W. rzuciła kilka nazw, wskazała najbliższy szyld obiecujący posiłek. - A greckie? Miss Model nie wiedziała. Ja nie wiedziałam tym bardziej. - Ja wiem, ale tak pytam, żeby sprawdzić, czy wy wiecie – oznajmił najradośniej na świecie, po czym opowiedział dzieje swoje z dnia bieżącego: biegał dwie godziny, więc jest głodny i bardzo chętnie może zaprosić państwo również, tam jest dobre jedzenie, na przykład musaka, albo taaakie długie papryki w ocecie... - Marynowane? - podpowiedziałam. - O, o, o, o, o! - ucieszył się. I to były jedyne słowa skierowane bezpośrednio do mnie. Wiadomo, jak się z Miss Model gdzieś wyjdzie, światła sceny skierowane są na nią. Nie, żebym była garbata i zezowata, ale Miss Model to Miss Model. Jednogłośnie nie byłyśmy głodne. I już niby mieliśmy wszyscy pójść w swoje strony, za głosem serca i w siną dal, kiedy się nam przedstawił. Miss Model wyjawiła swoje tajne imię, a ja nie zdążyłabym nawet, bo Ocet (tak go nazwałyśmy później) ciągnął opowieść o sobie i swoim życiu: - Teraz idę kupić laptop. Szukałem go długo, już wiem, jaki chcę i właśnie za chwilę go kupię. Jak państwo chcą, ja mogę zaprosić na musakę... Jednogłośnie nie byłyśmy głodne po raz drugi. Zostawił swój numer Miss Model, z zapewnieniem, że kiedy przyjdzie jej ochota na musakę i paprykę w ocecie, śmiało, niechaj dzwoni, on państwo zaprasza. Grzecznie się pożegnaliśmy – my ruszyłyśmy w stronę zachodzącego słońca, do domu, a Ocet pobiegł kupić laptop. Miss Model bezlitośnie nie zadzwoniła.
* Patriotycznie czekamy dalej. Bo wiadomo...
poniedziałek, 21 listopada 2011
on i ja
Ostatnio moovkę i mnie pochłaniają różne sprawy, blog więc leży odłogiem… Stali/łe czytelnicy/czytelniczki wciąż nas jednak odwiedzają, jak wynika ze statystyk. To zaś sprawia, że mamy poczucie winy… ktoś wciąż przychodzi i całuję klamkę. W końcu nie przyjdzie nikt. Wtedy dopiero będzie nam przykro… A że odwiedziny bardzo lubimy, nadrabiamy zatem czym prędzej i zapraszamy ponownie.
Dostałam zadanie: porównaj biografię ulubionego/nej pisarza/pisarki ze swoją własną. Wyszło mi tak.
„Keret jest jednym z najchętniej czytanych autorów w izraelskich więzieniach. Twierdzi, że to z powodu rozmiaru jego opowiadań. Większość z nich można przeczytać w drodze między celą i prysznicami.” (Marta Strzelecka, Gazeta Wyborcza)
Edgar Keret, autor sztuk teatralnych i scenariuszy, prozaik, felietonista, bez wątpienia mistrz krótkiej formy ma teraz 44 lata i jest ode mnie starszy o 13. Do czasu swoich 31 urodzin: zdążył się urodzić w 1967r. w izraelskiej rodzinie polskiego pochodzenia. Poza oczywistym faktem narodzin, łączy nas to, że nasi rodzice są Polakami. zadebiutował krótkimi opowiadaniami pt. „Rury” mając 24 lata. Ja w tym wieku kończyłam dopiero studia i debiutowałam na rynku pracy. Mając lat 26 Keret dostał pierwszą pisarską nagrodę za scenariusz musicalu, a ja swoją pierwszą poważną pracę. Rok później opublikował drugą książkę „Tęskniąc do Kissingera”. Zdobył rozgłos i bardzo przychylne recenzje, ja natomiast, wraz z przyjaciółką, założyłam swojego pierwszego bloga, którego -jak się okazało - ktoś chciał czytać. W momencie, gdy ja od trzech lat byłam zagorzałą fanką i uczestniczką festiwalu filmowego Nowe Horyzonty we Wrocławiu, on, mając lat 28, został wykładowcą na wydziale filmowym Uniwersytetu w Tel Awiwie. Pierwszą książkę przetłumaczono Keretowi na angielski, kiedy liczył sobie 29 lat. W tym czasie również wyreżyserował swój pierwszy film. Ja, mając lat 29, wciąż uczyłam angielskiego i brałam udział w festiwalu filmowym, na którym po raz pierwszy zetknęłam się z Keretem, oglądając rewelacyjną animację nakręconą na podstawie jego opowiadań – „9 dolarów, 99 centów”. 30-letniemu izraelskiemu autorowi przetłumaczono drugą książkę, tym razem na włoski, ja założyłam drugiego bloga i po raz pierwszy spotkałam Kereta. Przyjechał na Festiwal Opowiadania do Wrocławia. Kolejne lata przyniosły Keretowi międzynarodowy rozgłos, świetne książki i filmy oraz mnóstwo tłumaczeń, wśród nich nawet na język arabski, ja zaś podpisałam umowę o pracę z pewną izraelską firmą. W umowie na przeszło dwóch stronach wyszczególniono, jakie informacje są poufne i których nie wolno mi o firmie zdradzać. Za nieprzestrzeganie warunków umowy będę sądzona zgodnie z prawem izraelskim. W razie czego wiem, co będę czytała w drodze między celą a prysznicami.
środa, 19 października 2011
poniedziałek, 10 października 2011
Forum Blogerów
Nasz blog bierze udział w Forum Blogerów w Gdańsku!:-) To już w najbliższy weekend! Trzymajcie kciuki za prezentację na Hyde Parku.
niedziela, 25 września 2011
zakończenie losów księżniczki
Zakończenie losów księżniczki zainspirowane mądrym zdaniem kobietywkryzysie: „Wybrała tego, którego zalety są dla niej istotne, a wady do zniesienia:)”
Zupełnie inny kandydat zauroczył księżniczkę. Czym? Trudno powiedzieć. O tym się nie mówi, to się czuje. Księżniczka pomyślała sobie, że z tym kandydatem jest jak z fejsbukiem. Codziennie ma ochotę do niego zajrzeć. Właściwie nie wyobraża sobie bez niego dnia. Jest ciekawa, co też jej pokaże, czym zainspiruje, zawróci w głowie. Ona też jest aktywna w tym związku. Jest dostępna, mówi mu o czym myśli, co planuje, w jakich wydarzeniach mogą wspólnie wziąć udział. Piszą do siebie wiadomości, wysyłają zaczepki. Księżniczka od kandydata, podobnie jak od fejsbuka, niczego nie oczekuje, nie ma wymagań, nadziei, że on będzie taki, jak ona chce lub że się zmieni wedle jej upodobań. Nie ma checklisty. Cieszy ją to, że on jest i teraz skupia głównie na klikaniu „lubię to”. Oczywiście księżniczka ma świadomość, że z czasem owe „lubię to” mogą się zamienić na „nie lubię”. Bo najpierw coś nas urzeka u mężczyzny, a potem, to samo wkurza i podnosi temperaturę. Dlatego księżniczka wie, że w razie takiej sytuacji, kiedy ma się ochotę odkliknąć „lubię to”, warto zadać sobie pytanie: co się stało po drodze od „lubię to” do „nie lubię”. Księżniczka doszła do wniosku, że dopóki ma ochotę klikać „lubię to”, jest aktywna i codziennie pragnie poznawać tę drugą osobę, to taki związek wart jest zachodu. I jeszcze jedno! Z fejsbuka, jak i z dobrego związku, nie jest się tak łatwo wypisać;-) Oj, chyba księżniczka wpadła po uszy…
sobota, 24 września 2011
właściwe zakończenie bajki
Bajki jak wiemy dobrze się kończą, oto więc właściwe zakończenie:) Każdy z kandydatów pociągał księżniczkę, ale z żadnym jakoś nie mogła sobie wyobrazić wspólnej przyszłości. Księżniczka pomyślała, że lubi być singielką i nie musi wybierać żadnego kandydata na siłę. Stwierdziła, że dopóki nie spotka takiego, "którego zalety będą dla niej istotne, a wady do zniesienia"*, pozostanie sama. A na uczczenie swojej decyzji wybrała się z innymi księżniczkami na najnowszy film Almodovara "Skóra, w której żyję". I żyła długo i szczęśliwie! Koniec
PS. Wszystkie opisane postaci są postaciami z bajki. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych jest prawdopodobne acz przypadkowe. *cytat za: kobietawkryzysie:)
piątek, 23 września 2011
bajka powoli dobiega końca...
możliwe zakończenie bajki Księżniczka zdecydowała się na kandydata numer jeden. Księżniczka i kandydat numer jeden zaczęli się spotykać. Świetnie spędzali razem czas, świetnie się dogadywali, oprócz jednej rzeczy. Kiedy tylko księżniczka wspominała o wyprowadzce kandydata z domu, ten bardzo się denerwował i wymawiał jej wtrącanie się i brak zrozumienia, bo przecież na razie nie może, oszczędza na przyszłe mieszkanie etc. Księżniczka starała się go zrozumieć, ale nie rozumiała jak w takim razie stać go na nowiutki sportowy samochód, motor, drogie wycieczki zagraniczne, markowe ubrania etc. Przecież w ten sposób wydaje więcej pieniędzy niż wynosiłaby ewentualna rata kredytu czy kwota wynajmu. - Nie mogę przecież żyć jak żebrak - oburzał się wtedy kandydat i księżniczka nic już nie rozumiała. Rodzice kandydata byli przemiłymi ludźmi i księżniczka bardzo ich polubiła. Nie mogła się jednak przyzwyczaić do tego, że kiedy zostawała na noc u kandydata, rano budziła ich jego mama zapraszając na śniadanie. Czuła się nieswojo będąc obsługiwaną przez starszą kobietę i choć uwielbiała przygotowywane przez nią dania, o wiele bardziej wolałaby przygotowywać choćby najprostszy posiłek, ale wspólnie z kandydatem. Ten jednak nie widział problemu. - Ona po prostu lubi dbać o swojego jedynego syna – kwitował całą sprawę. W końcu księżniczkę zmęczyło czekanie, zrozumiała, że kandydat po prostu nie dojrzał do samodzielności. Któregoś dnia odwróciła się na pięcie, wróciła sama do swojej komnaty i pomyślała, że powinna była tak zrobić zaraz po pierwszym spotkaniu. inne możliwe zakończenie bajki Księżniczka wybrała kandydata numer dwa i pomyślała, że przy odrobinie dobrej woli uda się go przyzwyczaić do sprzątania po sobie. Księżniczka i kandydat numer dwa zaczęli się spotykać. Świetnie spędzali razem czas, świetnie się dogadywali, niestety, próby księżniczki wprowadzenia porządku w życie kandydata spełzały na niczym. Wciąż wybuchały z tego powodu awantury, bo kandydat się nie poprawiał, a księżniczka coraz bardziej czuła się jak matka niesfornego dziecka a nie partnerka dorosłego człowieka. I tak mijały dni, kandydat wciąż bałaganił i brudził, co coraz bardziej frustrowało księżniczkę i robiła mu coraz większe awantury, aż kandydat stwierdził, że jemu nieład nie przeszkadza, natomiast przeszkadza mu to, że księżniczka wcale mu już księżniczki nie przypomina i odszedł od niej.
czwartek, 22 września 2011
bajka dla dużych chłopców - pytanie
Następnego dnia księżniczka poszła na spotkanie z ostatnim kandydatem z serwisu randkowego sympatia.pl. Umówili się na Rynku. Księżniczka czekała, czekała, niestety kandydat nie pojawił się, a kiedy próbowała dodzwonić się do niego nie odpowiadał. Ponieważ dzień był piękny, postanowiła przespacerować się, wstąpiła do księgarni i kupiła sobie książkę, którą od dawna chciała przeczytać, zjadła przepyszny obiad w swojej ulubionej restauracyjce i wróciła do domu. W domu włączyła komputer i przeczytała trzy mejle od trzech kandydatów (czwarty nadal milczał), którzy zachwyceni byli urodą, inteligencją i poczuciem humoru księżniczki, pisali jak miło spędzili z nią czas i jak bardzo chcieliby, żeby to właśnie ich wybrała na swojego rycerza. Księżniczka musiała zatem zdecydować. Jak myślicie, którego kandydata wybrała księżniczka?
środa, 21 września 2011
bajka dla dużych chłopców - spotkanie trzecie
Kantallupa, zainspirowana świetnym pomysłem moovki i fajnie prowadzoną narracją, dorzuca kandydata nr 3.
Księżniczka, kiedy poznała kandydata nr 3, przygotowywała właśnie referat na Ważną Konferencję. Zastanawiała się w nim nad następującą kwestią „dlaczego ludzie mają dzieci?” Rozważała kilka motywów: decyduje o tym instynkt, presja rodziny/ przyjaciół/ społeczeństwa, jest to dla nich egzystencjalna konieczność, luksus, a może obowiązek obywatelski.
Sama sobie też zadała to pytania. Doszła do zaskakującego wniosku, że bycie matką to wybór, a nie konieczność. Zawsze myślała, że skoro wszyscy dookoła mają dzieci, to i ona naturalną koleją rzeczy też będzie je miała. Bo co to za śmieszny pomysł nie mieć dzieci i wymykać się normom?! Kandydat nr 3 zaprosił księżniczkę na wystawę psów i kotów. Uwielbiał zwierzęta. W domu miał dwa koty. Uważał, że posiadanie jednego kota, to bycie właścicielem smutnego kota, któremu brakuje towarzysza do zabaw. Księżniczka niestety była alergiczką. Przez całą wystawę doskwierał jej katar i męczył kaszel. Ale pomyślała sobie, że jeśli weźmie leki, to na pewno będzie jej lepiej. A w sprawie zwierząt w domu, zawsze można się dogadać, wypracować kompromis. Kiedy wieczorem, po wystawie psów i kotów, sączyli obydwoje wino i rozmawiali w najlepsze – kandydat nr 3 był świetnym słuchaczem, potrafił też bardzo zajmująco mówić – księżniczka postanowiła zapytać kandydata nr 3, co sądzi na temat posiadania dzieci. Odpowiedział, że dla niego dzieci to egzystencjalna konieczność. Nie wyobraża sobie bez nich życia. Szczytem jego marzeń jest liczna gromadka, która wychowywałaby się na wsi, mając za swoich najlepszych przyjaciół psy, koty, gęsi, konie, kury. Księżniczce zrzedła mina. Kiedy zdała sobie sprawę, że posiadanie dzieci to kwestia jej wyboru, wybrała ich nieposiadanie. Miała zupełnie inne plany, marzenia, wizje na przyszłość. Kandydat nr 3 wydawał się być prawie idealny! I co teraz? Czy zaczynać z nim związek, licząc, że kiedyś jej się odwidzi? Eeee… nie ma takiej opcji! Czy może mieć nadzieję, że on przestanie chcieć mieć dzieci? A! i jeszcze te psy i koty…
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytamy, oglądamy, polecamy
Kantallupa pisze
Kontakt z autorkami
Najpopularniejsze
Follow @SingielkiBloxPl | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||